Właśnie wróciłam z kwaterki (taki wyjazd darmowy, trochę pracy, trochę luzu, ogólnie wesoło) i sprzątając obóz po harcerzach z Szczecina znalazłam to cudeńko ze zdjęcia :)
Trochę odnowić liść dębu i będzie jak nowe :P
Jak wam mijają wakacje?
Za kilka dni postaram się wkleić kontynuację opowiadania ;)
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 12 sierpnia 2014
środa, 8 stycznia 2014
Przegrana w wygranej 1
Zapadł już zmrok. Załamany zwiadowca wyjechał w końcu na pole zakończonej bitwy. Jadąc do obozu okrył oczy w cieniu kaptura. Nie chciał, żeby wszyscy widzieli jak cierpi. To już by było za wiele. W ciągu tych kilkunastu miesięcy chłopak stał się dla niego kimś więcej niż jego uczniem. Był dla niego jak syn.
-Halt? To ty?- usłyszał pytanie. Od razu rozpoznał Gilana. Zatrzymał się. Młodszy zwiadowca doszedł do niego.
-Udał Ci się, prawda? Gdzie teraz są? No tak, pewnie odpoczywają. Na pewno są zmasakrowani. Wytrzymali są Ci młodzi. Księżniczka będzie dobrą królową, a Will... Halt, wszystko w porządku?
-Gil... Oni płyną do Skandi. Przykro mi.
Przy ostatnich dwóch słowach głos mistrza się załamał. Były uczeń spojrzał z niedowierzaniem na starszego zwiadowcę.
-To moja wina... gdybym ich nie zostawił... gdybym...
-Nie obwiniaj się. Gdybyś został z nimi, nie dowiedzielibyśmy się na czas o Celtach. O moście pewnie też nie. Will chciał iść sam za Wargalami. Cassandra podjęła inną decyzję, Horace z resztą też. Ja wyszkoliłem Will'a, więc ja ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało. I uwierz mi, jeszcze tutaj wrócą. Teraz chodź, muszę złożyć raport i porozmawiać z Crowley'em.
Nie oglądając się na młodszego kolegę, Halt ruszył przed siebie do większego od innych namiotu, stojącego na środku obozowiska. Strażnicy wpuścili go do środka.
W namiocie był tylko król, Crowley i sir David. Dwaj zwiadowcy skinęli głowami królowi.
-Halt, udało Ci się? Gdzie jest moja córka?
-Panie... mówię to z ciężkim sercem ale... płynie do Skandi. Nie udało mi się. Zawiodłem. Panie, proszę daj mi szansę, żebym mógł to naprawić. Udam się tam i sprowadzę ją z powrotem... oraz mojego ucznia.
-Halt, rozumiem twój ból, ale nie. Teraz trzeba doprowadzić królestwo do porządku. I trzeba poprowadzić rozmowy z Celtami... Do tego wszystkiego potrzebujemy waszego korpusu, wiesz o tym.
-Panie, beze mnie zostaje jeszcze 49 moich kolegów.
-Ale ty jesteś jednym z najlepszych. Wybacz Halt, nie mogę wyrazić na to zgody. Prawda, chciałbym odzyskać córkę, ale jednak najpierw liczy się królestwo, dopiero potem moje życie prywatne. A teraz udajmy się do swoich namiotów. To był ciężki czas, a jutro nie będzie łatwiej.
Halt tylko skinął głową i wyszedł z namiotu. Chwilę później wyjeżdżał na Abelardzie z obozu.
-Halt? To ty?- usłyszał pytanie. Od razu rozpoznał Gilana. Zatrzymał się. Młodszy zwiadowca doszedł do niego.
-Udał Ci się, prawda? Gdzie teraz są? No tak, pewnie odpoczywają. Na pewno są zmasakrowani. Wytrzymali są Ci młodzi. Księżniczka będzie dobrą królową, a Will... Halt, wszystko w porządku?
-Gil... Oni płyną do Skandi. Przykro mi.
Przy ostatnich dwóch słowach głos mistrza się załamał. Były uczeń spojrzał z niedowierzaniem na starszego zwiadowcę.
-To moja wina... gdybym ich nie zostawił... gdybym...
-Nie obwiniaj się. Gdybyś został z nimi, nie dowiedzielibyśmy się na czas o Celtach. O moście pewnie też nie. Will chciał iść sam za Wargalami. Cassandra podjęła inną decyzję, Horace z resztą też. Ja wyszkoliłem Will'a, więc ja ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało. I uwierz mi, jeszcze tutaj wrócą. Teraz chodź, muszę złożyć raport i porozmawiać z Crowley'em.
Nie oglądając się na młodszego kolegę, Halt ruszył przed siebie do większego od innych namiotu, stojącego na środku obozowiska. Strażnicy wpuścili go do środka.
W namiocie był tylko król, Crowley i sir David. Dwaj zwiadowcy skinęli głowami królowi.
-Halt, udało Ci się? Gdzie jest moja córka?
-Panie... mówię to z ciężkim sercem ale... płynie do Skandi. Nie udało mi się. Zawiodłem. Panie, proszę daj mi szansę, żebym mógł to naprawić. Udam się tam i sprowadzę ją z powrotem... oraz mojego ucznia.
-Halt, rozumiem twój ból, ale nie. Teraz trzeba doprowadzić królestwo do porządku. I trzeba poprowadzić rozmowy z Celtami... Do tego wszystkiego potrzebujemy waszego korpusu, wiesz o tym.
-Panie, beze mnie zostaje jeszcze 49 moich kolegów.
-Ale ty jesteś jednym z najlepszych. Wybacz Halt, nie mogę wyrazić na to zgody. Prawda, chciałbym odzyskać córkę, ale jednak najpierw liczy się królestwo, dopiero potem moje życie prywatne. A teraz udajmy się do swoich namiotów. To był ciężki czas, a jutro nie będzie łatwiej.
Halt tylko skinął głową i wyszedł z namiotu. Chwilę później wyjeżdżał na Abelardzie z obozu.
czwartek, 26 grudnia 2013
Q&A z "The Buring Bridge"
Ponieważ dostałam 2 tom "Zwiadowców" w wydaniu angileskim z Pytaniami fanów i odpowiedziami autora, to przetłumaczyłam go dla Was:
Za jakiś czas wrzucę Q&A z 3 tomu ;)
Jak długo pisałeś
„Płonący Most”? Czy było to łatwiejsze niż pisanie pierwej części, „Ruin
Gorlanu”?
„Płonący Most” był naprawdę drugą częścią księgi 1.
Planowałem napisać jedną ogromną książkę ale mój agent powiedział mi, że będzie
za długa. Po dyskusjach postanowiliśmy podzielić książkę na dwie części. Druga
połówka, która stałą się płonącym mostem, zajęła mniej czasu. Księga 1 (która
oryginalnie miała tytuł „Zwiadowcy Araluenu”*) była pisana i poprawiana przez
wieki. Ale po pewnym czasie zająłem się „Płonącym Mostem” byłem bardziej
zainteresowany procesem, łatwiej mi się pisało. Oczywiście bohaterowie się
zmieniali, ale wszystko sprawiało, że pracowało mi się łatwiej.
Powiedz mi, jak
zacząłeś pisać „Zwiadowców”?
Podstawą tych książek byłą seria 20 krótkich opowiadań,
które napisałem dla Michaela (mojego syna) żeby zainteresować go czytaniem. Chciałem pokazać mu, że czytanie może być
ekscytujące, niezwykłe, wzruszające, może sprawić, że będziesz radosny i
przenieść Cię do innego miejsca i czasu. Chciałem stworzyć bohatera, który będzie
mały, jak Michael. Bohaterowie powinni być w najróżniejszych kształtach i
rozmiarach.
Czy wizualizujesz
sobie fragmenty, zanim je napiszesz?
Tak. Zazwyczaj planuję główne sceny, jak bitwy, na papieże,
by mieć pewność, że wszystkie kierunki i ruchy są poprawne. Ale też muszę
widzieć je w mojej głowie, kiedy piszę.
Czy jest powód, dla
którego Zwiadowcy mają jako symbol liść dębu?
Wziąłem go z insygniów majora z Amerykańskiej Armii.
Chciałem się wczuć. Mam szacunek dla ludzi, któ®zy spędzają swój czas w
puszczach i lasach.
*Oryginalnie: „The Araluen Rangers”
Za jakiś czas wrzucę Q&A z 3 tomu ;)
poniedziałek, 21 października 2013
Halt 2
Był słoneczny ranek. Od wojny z Morghartem minęło już 13 lat. Halt przemykał niezauważenie po zamku, obserwując co się dzieje. W sumie był to zwyczajny dzień. Kadeci Szkoły rycerskiej mieli swoje lekcje i ćwiczenia, czeladnicy kucharscy szykowali kolację, uczniowie lady Pauline i mistrza skrybów przygotowywali jakiś dokument. Jedynie wychowankowie sierocińca mieli dziś wolne. Halt zauważył, że jeden drobny chłopiec wybiega z przytułku, a za nim biegnie następny. Zwiadowca przyjrzał się uciekającemu i uśmiechnął się widzą Will'a. Czasami przyglądał się temu chłopcu. Will był niższy i drobniejszy od rówieśników ale za to sprytniejszy i sprawniejszy. Teraz wręcz wbiegał na drzewo, a jego muskularny kolega mu wygrażał.
W tym momencie uwagę Halta przyciągnął zapach, dobiegający z zamkowej kuchni. Mistrz Chubb właśnie wystawił ciastka na parapet, żeby ostygły. Cierpliwie przeczekał w jednej komnat z wierzy aż kucharz przejdzie schodami.
Wspinając się do kuchni po schodach, spojrzał na drzewo, na którym wcześniej widział Willa, ale już go tam nie było. Wzruszył ramionami i ruszył w swoim kierunku. Chwilę później był już w kuchni.
Stanął w rogu na przeciwko okna z ciastkami. Obserwował otoczenie, miał dziwne przeczucie, że zaraz wydarzy się coś ciekawego.
I rzeczywiście, nie musiał długo czekać. Nagle na parapecie pojawiła się jedna ręka, potem druga. Za nimi wychynęła cała głowa, otoczona burzą brązowych włosów. Oto wychowanek przytułku barona Aralda rozejrzał się uważnie po kuchni i nie widząc nikogo, usiadł na parapecie, wsypał ciastka do torby przewieszonej przez ramię i zaczął schodzić w dół, tą samą drogą, którą dostał się na górę. Zaintrygowany zwiadowca podszedł chwilę później do parapetu i wyjrzał na zewnątrz. Chłopiec, jak gdyby nigdy nic, schodził na dół po murze. Zachowywał się całkowicie naturalnie.
Kilka godzin później Halt wychodził z wieży administracyjnej, po długiej rozmowie z baronem. Nagle jego uwagę przykuły głosy, dochodzące zza budynku, w którym mieścił się przytułek. Poszedł w tamtym kierunku. Zobaczył mistrza Chubba, pytającego się Willa o to, kto wziął ciastka z parapetu. Chłopiec milczał. Nagle drewniana chochla wylądowała z głośnym trzaskiem na jego głowie. 13-latek mruknął coś pod nosem.
-Powiedz to głośniej- rzekł rozkazującym tonem kuchmistrz.
-To ja wziąłem te ciastka.
Wieczorem przy kominku Halt pisał raport. Po nim wyjął kolejną pustą kartkę i naskrobał parę słów. Te kilka słów, które na świat wyszły dwa lata później.
W tym momencie uwagę Halta przyciągnął zapach, dobiegający z zamkowej kuchni. Mistrz Chubb właśnie wystawił ciastka na parapet, żeby ostygły. Cierpliwie przeczekał w jednej komnat z wierzy aż kucharz przejdzie schodami.
Wspinając się do kuchni po schodach, spojrzał na drzewo, na którym wcześniej widział Willa, ale już go tam nie było. Wzruszył ramionami i ruszył w swoim kierunku. Chwilę później był już w kuchni.
Stanął w rogu na przeciwko okna z ciastkami. Obserwował otoczenie, miał dziwne przeczucie, że zaraz wydarzy się coś ciekawego.
I rzeczywiście, nie musiał długo czekać. Nagle na parapecie pojawiła się jedna ręka, potem druga. Za nimi wychynęła cała głowa, otoczona burzą brązowych włosów. Oto wychowanek przytułku barona Aralda rozejrzał się uważnie po kuchni i nie widząc nikogo, usiadł na parapecie, wsypał ciastka do torby przewieszonej przez ramię i zaczął schodzić w dół, tą samą drogą, którą dostał się na górę. Zaintrygowany zwiadowca podszedł chwilę później do parapetu i wyjrzał na zewnątrz. Chłopiec, jak gdyby nigdy nic, schodził na dół po murze. Zachowywał się całkowicie naturalnie.
Kilka godzin później Halt wychodził z wieży administracyjnej, po długiej rozmowie z baronem. Nagle jego uwagę przykuły głosy, dochodzące zza budynku, w którym mieścił się przytułek. Poszedł w tamtym kierunku. Zobaczył mistrza Chubba, pytającego się Willa o to, kto wziął ciastka z parapetu. Chłopiec milczał. Nagle drewniana chochla wylądowała z głośnym trzaskiem na jego głowie. 13-latek mruknął coś pod nosem.
-Powiedz to głośniej- rzekł rozkazującym tonem kuchmistrz.
-To ja wziąłem te ciastka.
Wieczorem przy kominku Halt pisał raport. Po nim wyjął kolejną pustą kartkę i naskrobał parę słów. Te kilka słów, które na świat wyszły dwa lata później.
poniedziałek, 30 września 2013
Nihon-Ja
W sumie cały tom jest jednym, z kilku wyjątków w serii Johna Flanagana. Większość historii jest publikowana w dwóch tomach (wszystkie prócz 7, 10, 11, 12 tomu). Prócz tego "Cesarz Nihon-Ja" ma wiele cech charakterystycznych związanych z Japonią. W opisach spotykamy się z typową Japońską kulturą i architekturą. Wyrób wielu przedmiotów codziennego użytku Jest bardzo zbliżony (jeśli nie identyczny) do oryginalnych z naszego świata. Inną ciekawostką jest, że Japończycy nazywają swój kraj... Nihon-Ja.
piątek, 30 sierpnia 2013
Halt 1
Było późno. Halt siedział w swojej chatce i przeglądał listy. Ogień tańczył po suchym drewnie. W pewnym momencie zwiadowca rzucił wiadomość którą czytał. Nie potrafił się skupić. Od bitwy z Morghartem minęły już 3 tygodnie. Odkąd widział śmierć Dawida i jego żony, odkąd oddał małego Willa do przytułku... a on wciąż wspominał brązowe oczy dziecka. Zastanawiał się cały czas, co stanie się z chłopcem, gdy ukończy piętnaście lat. Nie potrafił wyzbyć się myśli, że ich ścieżki8 jeszcze się połączą.
W pewnym momencie usłyszał kroki na ganku. Chwilę później ktoś zastukał do drzwi.
-Wejść- powiedział spokojnie. Domyślał się kim będzie nawiedzający.
-Halt, witaj. Gdzieś ty wsiąkł po bitwie?
-Crowley, dobrze cię widzieć.- odrzekł niski mężczyzna wstając z fotela.- Wejdź usiądź. Napijesz się czegoś?
-Z przyjemnością.
Halt zakrzątnął się w kuchni, przygotowując kawę. W między czasie myślał, jak wytłumaczyć swojemu druhowi zaistniałą sytuację. Przecież nie jego obowiązkiem było zajęcie się dzieckiem, lecz barona danego lenna. A jednak on złamał tą zasadę. Podjął decyzję. Dla dziecka to było ryzykowne, mogło zniszczyć całą jego przyszłość. Westchnął podchodząc do stolika.
-Musiałem spłacić dług wdzięczności.-odpowiedział wymijająco.
-Co oznacza przetransportowanie niemowlęcia do twojego lenna? Bez zgody? W ogóle po co przebierałeś się za żołnierza oraz tam jechałeś?
-Ojciec tego dziecka uratował mi życie. Gdy umierał poprosił mnie o ochronę dla dziecka oraz jego matki. Rabusie, z którymi mieszkał, wyprzedzili mnie. Matka dziecka poświęciła się, żeby mi pomóc... nie doceniłem tych bandziorów. Została zabita. Jej ostatnią prośbą było, żeby jej dziecko było bezpieczne. Dopiero się przeprowadzili, nie znali sąsiadów. Dzieciak nie miał by życia. Musiałem się nim zająć. Mój tryb życia nie pozwala mi na zajmowanie się dzieckiem, poza tym gdyby ludzie wiedzieli, że jest jakoś ze mną powiązany nie zaakceptowali by go. Oddanie go do sierocińca było najlepszym wyjściem.
Po tych słowach zapadła chwila milczenia. Dowódca Korpusu przetrawiał słowa. Spojrzał na towarzysza broni, skinął mu głową. Dopił kawę i wyszedł w mrok. Chwilę później ucichł tętent kopyt.
Kilka lat później Halt jechał porozmawiać z baronem. Podjeżdżając pod wieżę poczuł, że jest obserwowany. Na palcu oczywiści nikogo nie było, lecz zwiadowca od ruchowo spojrzał na samotną wierzbę. Na jej szczycie zobaczył Willa. Gdyby nie lata ćwiczeń, nawet by go nie dostrzegł. Westchnął i ruszył w swoją stronę.
W drodze powrotnej zajrzał do kuchni. Chwilę wcześniej opuścił ją mistrz Chubb, pozostawiając na parapecie ciasteczka. Halt stał pod ścianą. Miał ochotę na jedno, lecz czekał, aż ostygną. W momencie kiedy miał podejść do parapetu, pojawiła się na nim czyjaś dłoń, a za nią druga. Chwilę później ukazała się twarz 13-letniego chłopca z rudą czupryną na głowie. Will rozejrzał się po kuchni i nie dostrzegłszy nikogo wrzucił ciastka do kieszeni, po czym wrócił na dół drogą, którą przyszedł do góry- po ścianie wieży. Halt postanowił go śledzić. Zbiegł po schodach, na dole zobaczył że nastolatek też już kończy swoją drogę. Podopieczny barona zaczął przemieszczać się w kierunku wierzby, lecz w tym momencie zza ściany wychyną władca kuchni na zamku Redmont. Zadał chłopcu pytanie: Co robił u góry? Młodzieniaszek chwilę się wahał, po czym powiedział:
-Wziąłem ciastka.- oddał je kuchmistrzowi. Mężczyzna uderzył go chochlą w głowę i odesłał to internatu.
"Jeszcze będzie z niego zwiadowca" pomyślał Halt i wrócił do swojej chatki.
Taka krótka historyjka ;)
Co o niej sądzicie?
W pewnym momencie usłyszał kroki na ganku. Chwilę później ktoś zastukał do drzwi.
-Wejść- powiedział spokojnie. Domyślał się kim będzie nawiedzający.
-Halt, witaj. Gdzieś ty wsiąkł po bitwie?
-Crowley, dobrze cię widzieć.- odrzekł niski mężczyzna wstając z fotela.- Wejdź usiądź. Napijesz się czegoś?
-Z przyjemnością.
Halt zakrzątnął się w kuchni, przygotowując kawę. W między czasie myślał, jak wytłumaczyć swojemu druhowi zaistniałą sytuację. Przecież nie jego obowiązkiem było zajęcie się dzieckiem, lecz barona danego lenna. A jednak on złamał tą zasadę. Podjął decyzję. Dla dziecka to było ryzykowne, mogło zniszczyć całą jego przyszłość. Westchnął podchodząc do stolika.
-Musiałem spłacić dług wdzięczności.-odpowiedział wymijająco.
-Co oznacza przetransportowanie niemowlęcia do twojego lenna? Bez zgody? W ogóle po co przebierałeś się za żołnierza oraz tam jechałeś?
-Ojciec tego dziecka uratował mi życie. Gdy umierał poprosił mnie o ochronę dla dziecka oraz jego matki. Rabusie, z którymi mieszkał, wyprzedzili mnie. Matka dziecka poświęciła się, żeby mi pomóc... nie doceniłem tych bandziorów. Została zabita. Jej ostatnią prośbą było, żeby jej dziecko było bezpieczne. Dopiero się przeprowadzili, nie znali sąsiadów. Dzieciak nie miał by życia. Musiałem się nim zająć. Mój tryb życia nie pozwala mi na zajmowanie się dzieckiem, poza tym gdyby ludzie wiedzieli, że jest jakoś ze mną powiązany nie zaakceptowali by go. Oddanie go do sierocińca było najlepszym wyjściem.
Po tych słowach zapadła chwila milczenia. Dowódca Korpusu przetrawiał słowa. Spojrzał na towarzysza broni, skinął mu głową. Dopił kawę i wyszedł w mrok. Chwilę później ucichł tętent kopyt.
Kilka lat później Halt jechał porozmawiać z baronem. Podjeżdżając pod wieżę poczuł, że jest obserwowany. Na palcu oczywiści nikogo nie było, lecz zwiadowca od ruchowo spojrzał na samotną wierzbę. Na jej szczycie zobaczył Willa. Gdyby nie lata ćwiczeń, nawet by go nie dostrzegł. Westchnął i ruszył w swoją stronę.
W drodze powrotnej zajrzał do kuchni. Chwilę wcześniej opuścił ją mistrz Chubb, pozostawiając na parapecie ciasteczka. Halt stał pod ścianą. Miał ochotę na jedno, lecz czekał, aż ostygną. W momencie kiedy miał podejść do parapetu, pojawiła się na nim czyjaś dłoń, a za nią druga. Chwilę później ukazała się twarz 13-letniego chłopca z rudą czupryną na głowie. Will rozejrzał się po kuchni i nie dostrzegłszy nikogo wrzucił ciastka do kieszeni, po czym wrócił na dół drogą, którą przyszedł do góry- po ścianie wieży. Halt postanowił go śledzić. Zbiegł po schodach, na dole zobaczył że nastolatek też już kończy swoją drogę. Podopieczny barona zaczął przemieszczać się w kierunku wierzby, lecz w tym momencie zza ściany wychyną władca kuchni na zamku Redmont. Zadał chłopcu pytanie: Co robił u góry? Młodzieniaszek chwilę się wahał, po czym powiedział:
-Wziąłem ciastka.- oddał je kuchmistrzowi. Mężczyzna uderzył go chochlą w głowę i odesłał to internatu.
"Jeszcze będzie z niego zwiadowca" pomyślał Halt i wrócił do swojej chatki.
Taka krótka historyjka ;)
Co o niej sądzicie?
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Czym wyróżniają się "Zwiadowcy" wśród innych książek fantastycznych?
1. Akcje przedstawione w książce są realne.
2. Bohaterowie nie posiadają cech ponadludzkich- zazwyczaj wykazują się większą lub mniejszą inteligencją.
3. Nie pojawia się tam magia-wszystko da się logicznie wytłumaczyć.
4. Przedmioty i zwierzęta pojawiające się w "Zwiadowcach" istnieją naprawdę.
5. Państwa i nacje są wzorowane na historycznych ludach (Średniowiecze)
6. Poszczególne miejsca są wzorowane na istniejących (np.: Kamienne Fletnie-Stonehenge)
7. Jedynymi stworzeniami nie mającymi prawa bytu są Kalkary i Wargale.
Tak więc fantastykę da się urzeczywistnić (oczywiście z umiarem;))
2. Bohaterowie nie posiadają cech ponadludzkich- zazwyczaj wykazują się większą lub mniejszą inteligencją.
3. Nie pojawia się tam magia-wszystko da się logicznie wytłumaczyć.
4. Przedmioty i zwierzęta pojawiające się w "Zwiadowcach" istnieją naprawdę.
5. Państwa i nacje są wzorowane na historycznych ludach (Średniowiecze)
6. Poszczególne miejsca są wzorowane na istniejących (np.: Kamienne Fletnie-Stonehenge)
7. Jedynymi stworzeniami nie mającymi prawa bytu są Kalkary i Wargale.
Tak więc fantastykę da się urzeczywistnić (oczywiście z umiarem;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)

