Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 30 września 2013
Nihon-Ja
W sumie cały tom jest jednym, z kilku wyjątków w serii Johna Flanagana. Większość historii jest publikowana w dwóch tomach (wszystkie prócz 7, 10, 11, 12 tomu). Prócz tego "Cesarz Nihon-Ja" ma wiele cech charakterystycznych związanych z Japonią. W opisach spotykamy się z typową Japońską kulturą i architekturą. Wyrób wielu przedmiotów codziennego użytku Jest bardzo zbliżony (jeśli nie identyczny) do oryginalnych z naszego świata. Inną ciekawostką jest, że Japończycy nazywają swój kraj... Nihon-Ja.
piątek, 30 sierpnia 2013
Halt 1
Było późno. Halt siedział w swojej chatce i przeglądał listy. Ogień tańczył po suchym drewnie. W pewnym momencie zwiadowca rzucił wiadomość którą czytał. Nie potrafił się skupić. Od bitwy z Morghartem minęły już 3 tygodnie. Odkąd widział śmierć Dawida i jego żony, odkąd oddał małego Willa do przytułku... a on wciąż wspominał brązowe oczy dziecka. Zastanawiał się cały czas, co stanie się z chłopcem, gdy ukończy piętnaście lat. Nie potrafił wyzbyć się myśli, że ich ścieżki8 jeszcze się połączą.
W pewnym momencie usłyszał kroki na ganku. Chwilę później ktoś zastukał do drzwi.
-Wejść- powiedział spokojnie. Domyślał się kim będzie nawiedzający.
-Halt, witaj. Gdzieś ty wsiąkł po bitwie?
-Crowley, dobrze cię widzieć.- odrzekł niski mężczyzna wstając z fotela.- Wejdź usiądź. Napijesz się czegoś?
-Z przyjemnością.
Halt zakrzątnął się w kuchni, przygotowując kawę. W między czasie myślał, jak wytłumaczyć swojemu druhowi zaistniałą sytuację. Przecież nie jego obowiązkiem było zajęcie się dzieckiem, lecz barona danego lenna. A jednak on złamał tą zasadę. Podjął decyzję. Dla dziecka to było ryzykowne, mogło zniszczyć całą jego przyszłość. Westchnął podchodząc do stolika.
-Musiałem spłacić dług wdzięczności.-odpowiedział wymijająco.
-Co oznacza przetransportowanie niemowlęcia do twojego lenna? Bez zgody? W ogóle po co przebierałeś się za żołnierza oraz tam jechałeś?
-Ojciec tego dziecka uratował mi życie. Gdy umierał poprosił mnie o ochronę dla dziecka oraz jego matki. Rabusie, z którymi mieszkał, wyprzedzili mnie. Matka dziecka poświęciła się, żeby mi pomóc... nie doceniłem tych bandziorów. Została zabita. Jej ostatnią prośbą było, żeby jej dziecko było bezpieczne. Dopiero się przeprowadzili, nie znali sąsiadów. Dzieciak nie miał by życia. Musiałem się nim zająć. Mój tryb życia nie pozwala mi na zajmowanie się dzieckiem, poza tym gdyby ludzie wiedzieli, że jest jakoś ze mną powiązany nie zaakceptowali by go. Oddanie go do sierocińca było najlepszym wyjściem.
Po tych słowach zapadła chwila milczenia. Dowódca Korpusu przetrawiał słowa. Spojrzał na towarzysza broni, skinął mu głową. Dopił kawę i wyszedł w mrok. Chwilę później ucichł tętent kopyt.
Kilka lat później Halt jechał porozmawiać z baronem. Podjeżdżając pod wieżę poczuł, że jest obserwowany. Na palcu oczywiści nikogo nie było, lecz zwiadowca od ruchowo spojrzał na samotną wierzbę. Na jej szczycie zobaczył Willa. Gdyby nie lata ćwiczeń, nawet by go nie dostrzegł. Westchnął i ruszył w swoją stronę.
W drodze powrotnej zajrzał do kuchni. Chwilę wcześniej opuścił ją mistrz Chubb, pozostawiając na parapecie ciasteczka. Halt stał pod ścianą. Miał ochotę na jedno, lecz czekał, aż ostygną. W momencie kiedy miał podejść do parapetu, pojawiła się na nim czyjaś dłoń, a za nią druga. Chwilę później ukazała się twarz 13-letniego chłopca z rudą czupryną na głowie. Will rozejrzał się po kuchni i nie dostrzegłszy nikogo wrzucił ciastka do kieszeni, po czym wrócił na dół drogą, którą przyszedł do góry- po ścianie wieży. Halt postanowił go śledzić. Zbiegł po schodach, na dole zobaczył że nastolatek też już kończy swoją drogę. Podopieczny barona zaczął przemieszczać się w kierunku wierzby, lecz w tym momencie zza ściany wychyną władca kuchni na zamku Redmont. Zadał chłopcu pytanie: Co robił u góry? Młodzieniaszek chwilę się wahał, po czym powiedział:
-Wziąłem ciastka.- oddał je kuchmistrzowi. Mężczyzna uderzył go chochlą w głowę i odesłał to internatu.
"Jeszcze będzie z niego zwiadowca" pomyślał Halt i wrócił do swojej chatki.
Taka krótka historyjka ;)
Co o niej sądzicie?
W pewnym momencie usłyszał kroki na ganku. Chwilę później ktoś zastukał do drzwi.
-Wejść- powiedział spokojnie. Domyślał się kim będzie nawiedzający.
-Halt, witaj. Gdzieś ty wsiąkł po bitwie?
-Crowley, dobrze cię widzieć.- odrzekł niski mężczyzna wstając z fotela.- Wejdź usiądź. Napijesz się czegoś?
-Z przyjemnością.
Halt zakrzątnął się w kuchni, przygotowując kawę. W między czasie myślał, jak wytłumaczyć swojemu druhowi zaistniałą sytuację. Przecież nie jego obowiązkiem było zajęcie się dzieckiem, lecz barona danego lenna. A jednak on złamał tą zasadę. Podjął decyzję. Dla dziecka to było ryzykowne, mogło zniszczyć całą jego przyszłość. Westchnął podchodząc do stolika.
-Musiałem spłacić dług wdzięczności.-odpowiedział wymijająco.
-Co oznacza przetransportowanie niemowlęcia do twojego lenna? Bez zgody? W ogóle po co przebierałeś się za żołnierza oraz tam jechałeś?
-Ojciec tego dziecka uratował mi życie. Gdy umierał poprosił mnie o ochronę dla dziecka oraz jego matki. Rabusie, z którymi mieszkał, wyprzedzili mnie. Matka dziecka poświęciła się, żeby mi pomóc... nie doceniłem tych bandziorów. Została zabita. Jej ostatnią prośbą było, żeby jej dziecko było bezpieczne. Dopiero się przeprowadzili, nie znali sąsiadów. Dzieciak nie miał by życia. Musiałem się nim zająć. Mój tryb życia nie pozwala mi na zajmowanie się dzieckiem, poza tym gdyby ludzie wiedzieli, że jest jakoś ze mną powiązany nie zaakceptowali by go. Oddanie go do sierocińca było najlepszym wyjściem.
Po tych słowach zapadła chwila milczenia. Dowódca Korpusu przetrawiał słowa. Spojrzał na towarzysza broni, skinął mu głową. Dopił kawę i wyszedł w mrok. Chwilę później ucichł tętent kopyt.
Kilka lat później Halt jechał porozmawiać z baronem. Podjeżdżając pod wieżę poczuł, że jest obserwowany. Na palcu oczywiści nikogo nie było, lecz zwiadowca od ruchowo spojrzał na samotną wierzbę. Na jej szczycie zobaczył Willa. Gdyby nie lata ćwiczeń, nawet by go nie dostrzegł. Westchnął i ruszył w swoją stronę.
W drodze powrotnej zajrzał do kuchni. Chwilę wcześniej opuścił ją mistrz Chubb, pozostawiając na parapecie ciasteczka. Halt stał pod ścianą. Miał ochotę na jedno, lecz czekał, aż ostygną. W momencie kiedy miał podejść do parapetu, pojawiła się na nim czyjaś dłoń, a za nią druga. Chwilę później ukazała się twarz 13-letniego chłopca z rudą czupryną na głowie. Will rozejrzał się po kuchni i nie dostrzegłszy nikogo wrzucił ciastka do kieszeni, po czym wrócił na dół drogą, którą przyszedł do góry- po ścianie wieży. Halt postanowił go śledzić. Zbiegł po schodach, na dole zobaczył że nastolatek też już kończy swoją drogę. Podopieczny barona zaczął przemieszczać się w kierunku wierzby, lecz w tym momencie zza ściany wychyną władca kuchni na zamku Redmont. Zadał chłopcu pytanie: Co robił u góry? Młodzieniaszek chwilę się wahał, po czym powiedział:
-Wziąłem ciastka.- oddał je kuchmistrzowi. Mężczyzna uderzył go chochlą w głowę i odesłał to internatu.
"Jeszcze będzie z niego zwiadowca" pomyślał Halt i wrócił do swojej chatki.
Taka krótka historyjka ;)
Co o niej sądzicie?
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Czym wyróżniają się "Zwiadowcy" wśród innych książek fantastycznych?
1. Akcje przedstawione w książce są realne.
2. Bohaterowie nie posiadają cech ponadludzkich- zazwyczaj wykazują się większą lub mniejszą inteligencją.
3. Nie pojawia się tam magia-wszystko da się logicznie wytłumaczyć.
4. Przedmioty i zwierzęta pojawiające się w "Zwiadowcach" istnieją naprawdę.
5. Państwa i nacje są wzorowane na historycznych ludach (Średniowiecze)
6. Poszczególne miejsca są wzorowane na istniejących (np.: Kamienne Fletnie-Stonehenge)
7. Jedynymi stworzeniami nie mającymi prawa bytu są Kalkary i Wargale.
Tak więc fantastykę da się urzeczywistnić (oczywiście z umiarem;))
2. Bohaterowie nie posiadają cech ponadludzkich- zazwyczaj wykazują się większą lub mniejszą inteligencją.
3. Nie pojawia się tam magia-wszystko da się logicznie wytłumaczyć.
4. Przedmioty i zwierzęta pojawiające się w "Zwiadowcach" istnieją naprawdę.
5. Państwa i nacje są wzorowane na historycznych ludach (Średniowiecze)
6. Poszczególne miejsca są wzorowane na istniejących (np.: Kamienne Fletnie-Stonehenge)
7. Jedynymi stworzeniami nie mającymi prawa bytu są Kalkary i Wargale.
Tak więc fantastykę da się urzeczywistnić (oczywiście z umiarem;))
wtorek, 23 lipca 2013
Honor w "Zwiadowcach"
Czytając książki spotykamy się z różnymi punktami widzenia tzw. honoru. W sumie jest to zastanawiające. Z jednej strony mamy Horace'a: rycerza z ideałami, zasadami, uważającego że postępowanie honorowe, to postępowanie zgodnie z prawem, z drugiej za to jest Halt lub Will, którzy za honor uważają dotarcie do swojego celu (zabicia wargali, uratowanie przyjaciela), nie koniecznie zgodnie z prawem.
Punkt widzenia Horace'a jest zgodny z rycerskimi ideałami, tj.: mężność, odwaga, przysięgi. Dla niego skrzywdzenie człowieka, podrobienie dokumentu jest niewybaczalnym przestępstwem. Bardzo dobrym przykładem jest moment w "Ziemi Skutej Lodem" kiedy Halt podrabia dokument, rzekomo pochodzący od króla Galii lub gdy pisze pismo z rzekomym poselstwem w "Królach Clonmelu". Horace jest wtedy zniesmaczony zachowaniem zwiadowcy, nie potrafi tego zrozumieć. Innym objawem świadczącym o tym, czym dla przyjaciela Willa jest honor, jest scena w "Płonącym Moście: gdy czeladnik Szkoły Rycerskiej wyzywa Morgharta na pojedynek. Horace w ten sposób chce pomścić przyjaciela, myśląc, że ten nie żyje.
Honor u członków Korpusu Zwiadowców, to zupełnie coś innego: jest to zdobycie wyższego celu, nie patrząc na szkody u siebie czy innych. Widać to w wielu miejscach, lecz dla mnie najwyraźniejsze jest to w momencie, gdy Halt obraża króla, żeby ratować Willa. Jest to (mimo pozorów) czyn pokazujący wartość Halta, ponieważ pokazuje, że jako mistrz będzie walczył o swojego ucznia doi końca. W tym momencie nie liczy się król, baronowie i Korpus, tylko jego własne zdanie. Will ten światopogląd pokazuje jadąc po Malcolma w 9 tomie serii. Wie, że może stracić trop wyznawców Alsejasza. Zdaje sobie sprawę z tego, że jego mistrz może nie przeżyć, lecz mimo to chce spróbować, jest w stanie oddać wszystko.
W "Zwiadowcach" są pokazane dwa różne 'honory'. Pierwszy to ten, który jest skierowany do ogółu, bardziej dworski, pokazowy. Drugi jest bardziej wewnętrzny, nie widoczny dla wszystkich, tylko dla najbliższych.
Punkt widzenia Horace'a jest zgodny z rycerskimi ideałami, tj.: mężność, odwaga, przysięgi. Dla niego skrzywdzenie człowieka, podrobienie dokumentu jest niewybaczalnym przestępstwem. Bardzo dobrym przykładem jest moment w "Ziemi Skutej Lodem" kiedy Halt podrabia dokument, rzekomo pochodzący od króla Galii lub gdy pisze pismo z rzekomym poselstwem w "Królach Clonmelu". Horace jest wtedy zniesmaczony zachowaniem zwiadowcy, nie potrafi tego zrozumieć. Innym objawem świadczącym o tym, czym dla przyjaciela Willa jest honor, jest scena w "Płonącym Moście: gdy czeladnik Szkoły Rycerskiej wyzywa Morgharta na pojedynek. Horace w ten sposób chce pomścić przyjaciela, myśląc, że ten nie żyje.
Honor u członków Korpusu Zwiadowców, to zupełnie coś innego: jest to zdobycie wyższego celu, nie patrząc na szkody u siebie czy innych. Widać to w wielu miejscach, lecz dla mnie najwyraźniejsze jest to w momencie, gdy Halt obraża króla, żeby ratować Willa. Jest to (mimo pozorów) czyn pokazujący wartość Halta, ponieważ pokazuje, że jako mistrz będzie walczył o swojego ucznia doi końca. W tym momencie nie liczy się król, baronowie i Korpus, tylko jego własne zdanie. Will ten światopogląd pokazuje jadąc po Malcolma w 9 tomie serii. Wie, że może stracić trop wyznawców Alsejasza. Zdaje sobie sprawę z tego, że jego mistrz może nie przeżyć, lecz mimo to chce spróbować, jest w stanie oddać wszystko.
W "Zwiadowcach" są pokazane dwa różne 'honory'. Pierwszy to ten, który jest skierowany do ogółu, bardziej dworski, pokazowy. Drugi jest bardziej wewnętrzny, nie widoczny dla wszystkich, tylko dla najbliższych.
niedziela, 21 lipca 2013
Mapa Świata Zwiadowców
Podczas przygód opisanych w książkach bohaterowie przemieszczają się po różnych państwach w świecie stworzonym przez Johna Flanagana. Najczęściej pokazuje się mapę Araluenu, Celtii i Picty lecz w niektórych tomach pokazana jest także mapa Skandii, Galii oraz Toscano. Czasami pojawia się szczegółowy plan zamku, czy lenna. Otóż udało mi się znaleźć mapę na której pojawia się parę innych miejsc, tj. Hibernia. Oto i ona:
sobota, 20 lipca 2013
Łuk czy miecz?
Dość często zdarza mi się słyszeć lub uczestniczyć w dyskusjach na temat tego, co się lepiej sprawdza podczas walki: łuk, czy miecz? Otóż odpowiedź oczywiście brzmi łuk. Podczas walki na miecze w pełnej zbroi jest prawie nie możliwe zabić przeciwnika mieczem. Przedłużenie ręki rycerza służy jedynie do powalenia, ewentualnie poobijania przeciwnika, ale dobić go trzeba było specjalnym, cienkim sztyletem. Jeśli mi nie wierzycie, to spróbujcie przebić dobrą blachę nożem.
Z łukiem sytuacja wygląda inaczej. Strzała jest wypuszczona z dużą siłą (im mocniejszy naciąg i mniejsza odległość, tym większa siła) więc jest w stanie przebić prawie wszystko. Dlatego łucznicy (oraz kusznicy) byli bardzo cenną jednostką podczas wojen. W sumie taka formacja miała zazwyczaj jeden minus: przy bezpośrednim ataku była prawie że bezbronna. Ciekawym rozwiązaniem tego problemu są Temudżeni w czwartej części "Zwiadowców". W sumie kojarzą się oni trochę z Tatarami: byli świetnymi strzelcami i sprawnie posługiwali się bronią białą.
Tak więc łuk jest stosunkowo lepszą bronią, mimo iż ma swoje wady, lecz umiejętność posługiwania się mieczem też może się przydać łuycznikowi.
Z łukiem sytuacja wygląda inaczej. Strzała jest wypuszczona z dużą siłą (im mocniejszy naciąg i mniejsza odległość, tym większa siła) więc jest w stanie przebić prawie wszystko. Dlatego łucznicy (oraz kusznicy) byli bardzo cenną jednostką podczas wojen. W sumie taka formacja miała zazwyczaj jeden minus: przy bezpośrednim ataku była prawie że bezbronna. Ciekawym rozwiązaniem tego problemu są Temudżeni w czwartej części "Zwiadowców". W sumie kojarzą się oni trochę z Tatarami: byli świetnymi strzelcami i sprawnie posługiwali się bronią białą.
Tak więc łuk jest stosunkowo lepszą bronią, mimo iż ma swoje wady, lecz umiejętność posługiwania się mieczem też może się przydać łuycznikowi.
piątek, 19 lipca 2013
Dziękuję
Przyznam szczerze, że jestem mile zdziwiona. Działam na tym blogu dopiero kilka dni, a już jest ponad 100 wejść. Dziękuję Wam, mam nadzieję, że posty Was interesują. Proszę o komentarze tutaj i na facebook'u dotyczące tego, co Wam się podoba, co nie oraz co ewentualnie chcielibyście znaleźć.
Pozdrawiam
Alyss
Pozdrawiam
Alyss
Subskrybuj:
Posty (Atom)
